niedziela, 2 września 2012

Czy istnieje życie poza internetem?



Gdy miałem te naście lat, to po szkole zwykle leciałem do księgarni. Nim matka wróciła z pracy zdążyłem przeważnie pochłonąć nową książkę. Czasem siadałem też w fotelu i słuchałem muzyki. Ot tak dla samej przyjemności. Dziwne, prawda? 

Może nie miałem tysięcy znajomych, ale kilka razy w tygodniu albo ja odwiedzałem kogoś, albo zapraszałem przyjaciół do siebie. Odwiedzacie się w domach, czy może tylko swoje profile na Facebooku?

My graliśmy w gry planszowe, karty,  potem w gry komputerowe (na zmianę, albo na jednym ekranie), rozmawiali o szkole, o dziewczynach, sporcie, samochodach, o dziewczynach. I uwierzcie, nie był nam do tego potrzebny ani Internet, ani tym bardziej Facebook. Pamiętam tych wszystkich kumpli, do dziś.  Jakiej muzyki słuchali, w kim się kochali, o czym marzyli.

Nie wiem jak was, ale mnie Internet bardzo rozczarował. Okazał się kolejną wydmuszką. Popatrzcie. Przemysł fabryczny miał dąć człowiekowi wolność od trudu męczącej pracy, i uczynić jego życie lepszym. I co sie stało? Fabryki zdehumanizowały ludzi, uczyniły trybikami w ogromnej machinie. Każdy element maszyn można w każdym momencie wyrzucić do kosza i wstawić w jego miejsce nowy. 


Podobnie jest z nadziejami którymi mamił nas Internet. Nieograniczony dostęp do wiedzy, możliwość nawiązywania kontaktów bez ruszani się z fotela, szansa dla kreatywnych by zaprezentować swój talent całemu światu, centrum zabawy i rozrywki. 

Ile wiedzy możemy zjeść? Ile osób znasz z tych paruset które masz w kontaktach?  Jesteś dla nich tym czym oni dla ciebie; AWATAREM. Czy nie zdaje ci się, że więcej ludzi tworzy treści w Internecie, niż z nich korzysta? Czy czujesz się szczęśliwy, czy masz więcej czasu, czy twoje więzi są lepsze? 

Dziennie wydaje się tysiące książek, tak przypuszczam, albo i więcej, podobnie z muzyką, grami komputerowymi.  Internet nas o tym wszystkim informuje, chcemy czy nie. Czy to mailem, czy to na Facebooku, serwisach informacyjnych. Ponadto dowiadujemy się o zdarzeniach które dzieją się tysiące kilometrów od nas, o aferach, morderstwach, wojnach. I kiedyś było tak samo, ale o tym nie wiedzieliśmy. Co się zmieniło?  Martwimy się tym, przeżywamy, tracimy czas, na bezproduktywnych sporach czy Tupolew walnął w brzozę, a Brewik powinien siedzieć w czterogwiazdkowym hotelu zamiast dostać czapę.  Podpisujemy się na listach otwartych, wypełniamy ankiety, klikamy nasze ulubione LUBIĘ TO. Co to daje? 

Ten potworny natłok informacji spowodował, że stała się ona bardzo tania, niemal bezwartościowa.  Podobnie jest ze znajomościami. Kolega napisał na Facebooku: Mam córkę. (Gdybym nie znał go w realu, nic by to dla mnie nie znaczyło i zapomniałbym o tym szybciej niż kliknął LUBIE TO). Kiedyś poszedłby to oblać z kumplami, a dziś kilku z nich kliknie w Lubię to. Gdy umrzesz, ktoś wklei tego newsa na FB, a znajomi i nieznajomi napiszą: Szkoda, taki fajny był. Żal i wyrazy współczucia dla rodziny. A większość wstawi znaczki <`> i uzna że to jest wspaniałomyślny wyraz empatii.

Kultura nie wymaga dziś od nas wysiłku tak podczas pozyskiwania, wystarczy kliknąć, ale także w odbiorze. Producenci dopasowują się do tego trendu i starają się by nawet cień namysłu nie zakłócił nam "radości" z oglądania najnowszego naszpikowanego efektami komputerowymi efektami "dzieła". Teraz mamy 3D, potem 4D, wirtualna rzeczywistość, a potem wirtualne życie, w którym też będzie Internet i znów się zacznie.  

Nawet spamerzy (nie mówiąc o specach od reklamy) powoli już rozumieją, ze Internet jest mało wartościowy w promocji czegokolwiek, że dewaluuje idee zamiast je produkować. (Niestety brak alternatyw, bo obiegowa plotka głosi ze jak czegoś, kogoś nie ma w internecie to nie istnieje. Skazani na internet? A miało być tak pięknie.) 

Staliśmy się odporni na nowe idee, gdyż mamy kontakt ze zbyt ich duża ilością, by zachłysnąć się którąś z nich na dłużej. Miliardy cytatów, filmików, obrazków, pomimo że są czasem są nośnikiem ważnych i mądrych idei, po prostu nas nie przekonują. Szumią tylko w naszej głowie, zajmują czas. Spróbuj wybrać najpiękniejszy kwiatek, spośród milionów rosnących na łące.

Zaczynamy powoli myśleć, że wszystko już było i chcąc nie chcąc zgadzamy się na to, że kultura jest wtórna, że my jesteśmy wtórni. Boimy się być kreatywni, by ktoś nie powiedział, to już było, wyśmiał naszą naiwność. To nas paraliżuje i obniża poprzeczkę celów które przed sobą stawiamy. Rezygnujemy z walki o szczęście, bo miliony ludzi nie jest szczęśliwych. Jakby to miało jakieś znaczenie, to powinniśmy jeść gówno, bo miliardy much nie mogą się mylić.
Już słyszę głosy, że przecież to my decydujemy jak się zachowujemy w Internecie. Jasne. A spróbuj toczyć normalną rozmowę w ogromnym tłumie. Tłum nie zauważa jednostek, ignoruje indywidualności. W tłumie albo klaszczesz, albo jesteś poza społecznością, albo nawet stajesz się jej wrogiem. W tłumie nie rodzą się idee. 

Idealizm jest dziecinny, tak mówią skostniali cynicy, usiłując uzasadnić swoje życie polegające na oczekiwaniu końca. Cynizm jest rozpaczliwie bezsilny w starciu ze światem, to w simie akt kapitulacji. W najlepszym wypadku można zapić go alkoholem, grą komputerową, głupim filmem na yotube, klikaniem lubię to. 

Człowiek szczęśliwy nie musi niczego ZAPIJAĆ, nie musi zabijać czasu po powrocie do domu z pracy, on po prostu wie czym się zająć dla przyjemności, dla pasji. A wiec coś tu nie tak...
Postanowiłem zrobić eksperyment. 

A co gdyby Internetu znów nie było? Co robiłbym, gdybym nie mógł zasiąść przed ekranem, na którym pojawiają się bezładne informacje z globalnej wioski?
Od jutra przez 30 dni, sprawdzę jak to jest być znów OFF LINE. Odpinam kabel sieciowy, uwalniam laptopa od smyczy. Czy tylko laptopa?

Zobaczymy czy życie z dala hałasu tłumu przybije mnie samotnością, czy może pozwoli myśleć po swojemu? Takie wakacje sobie zrobię, podróż w czasie, może w głąb samego siebie. Aż sam jestem ciekaw,  jak to wyjdzie.

Jeśli by ktoś coś miał pilnego do mnie to niech zadzwoni, napisze list (papierowy:), albo po prostu przyjdzie.

Wracam 3 października. Pozdrawiam.

Piotr „Mrok” Michalik
           

4 komentarze:

  1. zgadzam się myślę podobnie bez zbędnych słów dołączam do akcji

    OdpowiedzUsuń
  2. Postaram się pisać dziennik z podróży :)
    Bagaże już spakowane. Stosy książek i wiele planów co zrobić z uwolnionym czasem. Pisanie,czytanie, kino, słuchanie muzyki, spotkania ze znajomymi. Czyż to nie brzmi świetnie?

    OdpowiedzUsuń
  3. Niegłupio napisane, zgadzam się z wieloma tezami, Piotrze. A sądząc po milczeniu na blogu, OFF trwa w najlepsze?
    Pozdrawiam, Romek P.

    OdpowiedzUsuń