niedziela, 29 kwietnia 2012

Iron Sky, faszyzm SF, czyżby?

Poszedłem do kina i obejrzałem, coś innego niż się spodziewałem, ale i coś podobnego do... no właśnie. Ale po kolei.

Idąc na Iron Storm liczyłem na beztroską rozrywkę w stylu „Marsjanie Atakują”, czyli że najpierw faszysci z księżyca porobią nieco wesołej rozpierduchy na ziemi, bawiąc się jak dzieci w rozwalanie np Statuy Wolności (jest scena) czy rozbicie napisu Hollywood (nie ma), a potem że dostaną w tyłek i Hitler kaput. Niby dostałem coś podobnego, ale do pełni zadowolenia zabrakło kilku detali.


Owszem efekty specjalne filmu zachwycają. Świetnie wykonane steampunkowe statki kosmiczne nazistów, z wielkimi obracającymi się trybami i lampami elektronowymi, cud miód i orzeszki. Statki ziemskie, boki zrywać, zobaczyć stacje Mir zapierniczająca przez kosmos jak motorówka, normalnie aż łzy się cisną na oczy. Tak samo różnego rodzaju eksplozje i inne łupboombrzdzęk. Podobnie zachwyca muzyka, która szczególnie w momentach z nazistami wywołuje ciary. Kreacje aktorskie, bardzo udane, nie ma się do czego przyczepić, no może lekko patetyczne, ale chyba tak miało być. Wiec co szwankuje?

Scenariusz. Ech. 
Oglądając film miałem wrażenie ze scenarzysta nie mógł się zdecydować czy to będzie film sf, komedia sf, film wojenny, czy anty wojenny, a może slapstickowy romans. Wyszła niedopieczona hybryda, ni do śmiechu, ni do płaczu. Z jednej strony nabijamy się z faszystów i amerykanów, oraz całej ziemskiej demokracji, a z drugiej, widzimy mechanizm za pomocną którego Adolf Hitler wrobił swoich ziomków w wojnę ludobójczą. Jedni nazwą to próba wybielenia, usprawiedliwieniem, my przecież wykonywaliśmy rozkazy. Mamy też ONZ, cyrk kłamców, który chyba po to został powołany do życia by mocarstwa światowe mogły patrzeć sobie na ręce i krzyczeć złodziej, choć raczej z żalu, że to nie oni ukradli. To chyba najważniejsze przesłanie filmu. no i metafora zrujnowanych Niemiec. Z jednej strony okaleczeni i z nalepką nazizmu, a z drugiej tak patrząc na współczesne Niemcy i Polskę, to trudno powiedzieć kto tę wojnę wygrał, kto bardziej został okaleczony. Wujek sam i zachodnia Europa wzięli pod skrzydła opiekuńcze RFN, a Polska trafiła się misiowi polarnemu. Ech.

Dziwny to jak widzicie film. Ale moim zdaniem warto na niego iść, bo poza nieprawnością scenarzysty i reżysera, to kawał ciekawego kina, które pod podszewką kpiny, przemyca kilka poważnych problemów. A o to chyba w kulturze chodzi, by zmuszała do zadumy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz