sobota, 1 października 2011

Piszemy o liściach

Tak sobie dumam, że przydałby mi się kolejny blog. Tylko o czym? O wiem idzie jesień i zacznę zbierać liście: Przykładowy wpis mógłby wyglądać tak:
Idzie jesień, hura. Znalazłem dziś liść dębu, dziwne, bo pod kasztanem. Ale sprawdziłem w dziesięciu tomowym przewodniku po liściach polskich, pod redakcją Tomasza Liścia i okazało się, że to jednak liść dębu. Leżał przy krawężniku, biedactwo był cały popękany, jakby go pogryzł pies czy kot. Posklejałem go Super Glue i wygląda jak nowy. Stanowi idealną kontynuację mojej serii liści dębu z ostatnich dziesięciu lat. Trzymam je w bordowym klaserze i jak przyjdą znajomi, którzy kolekcjonują igły świerku, dyskutujemy o nich do białego rana, popijając kozie mleko. Co ciekawe, jak tak patrzę na moje zbiory, dwanaście półek z klaserami, dokładnie opisane i skatalogowane komputerowo, to zauważam, że liście dębu, zawsze spadają ogonkiem na południe, wyjątkiem jest ten z 1984 roku, ale wtedy wiał silny wiatr i pewnie go przekręciło. Znalazłem w Internecie ślad pracy doktorskiej, poświęconej opadaniu liści. Muszę ją zdobyć, nie spocznę, dopóki nie rozwikłam tej zagadki. A za tydzień porozmawiamy o zasuszaniu liści topoli. To nie jest takie łatwe, jakim się wydaje. Powiem wam gdzie kupić odpowiednie preparaty i dlaczego liści topoli nie należy przechowywać w sąsiedztwie liści klonu. Trzymajcie się liściomaniacy. To następnego listu, eheheheheh.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz