niedziela, 11 września 2011

Olimpiada szaleńców - ruszyła

   Gdy pisze te słowa znicz już dogasa. Dzielni chłopcy z ochotniczej staży pożarnej, pomimo protestów organizatorów, oraz zgromadzonych setek tysięcy widzów wtargnęli na stadion im. "Zawiedzionych nadziei polskiego sportu" w Baraku i przy użyciu czterech wozów, przy minimalnych stratach własnych, opanowali sytuację, dławiąc pożar w zarodku. Jak udało się wyjaśnić naszemu reporterowi, impreza nie była zgłoszona w komendzie głównej straży pożarnej, a znicz nie miał atestu i przydzielonej klasy ognioodporności.
Organizatorzy oczywiście dostali mandat za rozpalenie ognia grilopodobnego, na terenie zabudowanym, brak atestu znicza, oraz zakłócanie spokoju sójki zwyczajnej, w okresie lęgowym. Biedne zwierze (ptak znaczy, choć w parlamencie UE trwają co do tego debaty od roku), ze strachu nakarmiło swoje pisklęta starymi szutrówkami. Dzięki otoczeniu rozległą opieką psychologiczną, istnieje szansa, że biedna sójka już w przeszłym roku, będzie mogła wybierać się za morze. Pisklęta, na czas rehabilitacji matki,  zostały oddane do schroniska dla zwierząt, gdzie profesor Edzio Nielot, będzie starał się je nauczyć układać pasjansa, oraz grać na fortepianie "Dla Elizy" Fryderyka Ch. (z uwagi na toczące się śledztwo, personalia kompozytora podlegają utajnieniu.)

A ceremonia? Jak to ceremonia.  Opóźniona trzy godziny, nad stadionem miały przelecieć F-16, ale okazało się, że wykorzystano limit paliwa na ten rok, a olej rzepakowy nie pasuje. Potem przemawiał nasz prezydent, po Angielsku. Naprawdę płynnie mu szło, do momentu aż powiedział, że wita serdecznie wszystkich zmarłych, z okazji otwarcia nowego paśnika dla wiertarek udarowych. Co spotkało się z aplauzem całej publiczności, niestety z taśmy i puszczonym od tyłu. Brzmiało to jakby sfora psów zadławiła się kośćmi.

Za to defilada uczestników udała się w 100%. Małe zamieszanie wywołali reprezentanci Monako, gdy po raz drugi wyszli na murawę. Nieporozumienie szybko wyjaśniono. Pierwsza reprezentacja tego małego kraju, okazała się być polskiej narodowości, po prostu nasi nie tak nieśli flagę. 
A potem jakiś czternastolatek wbiegł na boisko z  transparentem "Legia pany, Polonia chamy". Zanim został schwytany przez ochronę, zdołał pobić trzech bokserów z Polskiej reprezentacji, oraz jednego ukraińskiego zapaśnika. Organizacje praw człowieka już złożyły protest w tej sprawie, bo ponoć przeciw chłopcu była użyta przemoc bezpośrednia, bez prób pertraktacji ustnej. Prawnik chłopca powiedział, że złoży oświadczenie, jak klient wytrzeźwieje.

Niestety straż pożarna przybyła do gaszenia znicza, zakończyła imprezę definitywnie. W związku z tym możemy się tylko domyślać, jakie jeszcze atrakcje przygotowali organizatorzy. Nie dowiemy się już do czego był im potrzebny traktor z obornikiem stojący na środku stadionu, ze spitym w sztok kierowcą, któremu nie udało się wstać nawet do hymnu państwowego śpiewanego przez Gracjana Roztockiego na melodię "Majteczki w kropeczki".

Jutro pierwszy dzień zmagań. Będziemy państwa informować na bieżąco, tym bardziej, że mamy szansę medalowe w biegu po piwo, oraz leżeniu przed telewizorem i darciu się na żonę, by podała pilota który leży metr dalej. 

To tyle ze stadionu w Baraku, z ceremonii otwarcia pierwszej Olimpiady Szaleńców, w Polsce, a gdzieżby indziej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz