czwartek, 29 września 2011

Nasza Polska, kurwa! - opowiadanie

Idą no te... jak im te..? No te, co się bazgra krzyżyki na kartkach z naiwną myślą, że to coś zmieni. O, już wiem; gra w typowanie osłów (Sora „p” mi się czasem zacina. Stara klawiatura) do cyrku. Więc długopisy w garść i za kilka dni ruszymy pograć w wyborcze lotto. Wróć! W lotto są przynajmniej jakieś szanse, że coś wygramy. Wybory parlamentarne, to raczej gierka w kółko i krzyżyk, tyle że bez kółek. Są za to zrobieni w balona, miliony balonów. Prawda taka, że gdzie byś iksa nie postawił, to i tak dostaniesz kopa w tyłek, plus „Spieprzaj dziadu”, czy „Fuck you”. (O ile Twojemu wybrańcowi, języki nie są obce. Niestety przeważnie są; nawet polski.)

czwartek, 15 września 2011

Mrok daje za darmo :)

Oszalałem, ale to u mnie normalne. Informuję tylko, że jest ze mną coraz gorzej, znaczy coraz lepiej. Dziś publikuje moje najnowsze opowiadanie, czystą esencje absurdu i groteski, za darmo. Jeśli wybieracie się do kina, to jest to tekst dla Was. Dowiecie się dlaczego nie warto przedawkowywać popcornu i Coli. Oparte częściowo na faktach. Bardziej niż chciałbym. 

Opowiadanie do ściągnięcia
ze strony wydawnictwa RW2010
>>> CZYTAJ !!!! <<<

niedziela, 11 września 2011

Olimpiada szaleńców - ruszyła

   Gdy pisze te słowa znicz już dogasa. Dzielni chłopcy z ochotniczej staży pożarnej, pomimo protestów organizatorów, oraz zgromadzonych setek tysięcy widzów wtargnęli na stadion im. "Zawiedzionych nadziei polskiego sportu" w Baraku i przy użyciu czterech wozów, przy minimalnych stratach własnych, opanowali sytuację, dławiąc pożar w zarodku. Jak udało się wyjaśnić naszemu reporterowi, impreza nie była zgłoszona w komendzie głównej straży pożarnej, a znicz nie miał atestu i przydzielonej klasy ognioodporności.

czwartek, 1 września 2011

Chory, Kyrcz i Kain, Trup


Bizzare zawsze kojarzyło mi się z hektolitrami krwi i sadystami śmiejącymi się histeryczne, nad stygnącym, wypatroszonym trupem. Martwica mózgu oraz podobne klimaty nigdy mnie nie pociągały. A już czytać o tym nie zamierzałem, bo i po co. Zacząłem kiedyś Nekroskop, Briana Lumleya i mnie odrzuciło po jednym rozdziale.
          Ale gdy antologie tego typu opowiadań napisał mój ulubiony autor młodego pokolenia, czyli Dawid Kain, „wespół-w zespół” z nie mniej utalentowanym Kazimierzem JR Kyrczem, musiałem to przeczytać.
Dawida pokochałem (nie bójmy się tego słowa, nie jesteśmy homofobami) za „Gębę w niebie”. Ta książka powala na kolana, a jak już umrzesz ze śmiechu, to nadal się trzęsiesz.