piątek, 26 sierpnia 2011

Trzeci fragment - sora za literówki i takie tam

 Oczywiście nie mogłem mieć od razu zabrać jej do domu, posadzić na fotelu i jeść razem obiady, chodzić do kina, gzić się niczym zwierzęta. Takie dziewczyny; a wtedy to była nowość; kosztowały masakrycznie dużo. Z pensją urzędnika niskiego szczebla opłacałem czynsz, a pozostałe grosze pompowałem w życie, oraz trzydziestopięcioletnie raty kredytu mieszkaniowego. Zanim uzbierałem wymaganą kwotę, minął prawie rok. Dzień w dzień, ten sam rytuał. O szóstej rano przechodziłem obok szklanej tafli, za którą stała kobieta moich marzeń. Zatrzymywałem się na chwilę, wzdychałem i podliczałem w myślach stan konta. Coraz bardziej ciąłem koszty utrzymania, mało jadłem, siedziałem po ciemku, odłączyłem kablówkę, oraz zrezygnowałem z telefonu komórkowego. Chudłem w oczach, co akurat było z tego najlepsze, bo jak ja bym wyglądał, grubasek z taką dziewczyną, no sam pomyśl.

W końcu udało się nazbierać tyle ile trzeba, choć to nie całkiem moja zasługa. Po prostu tuż po trzynastej wypłacie, w lutym, producent obniżył cenę o kilkanaście tysięcy, bo wprowadził na rynek nowe modele. Tak przynajmniej wtedy mi się zdawało. Wiem, teraz wiem, jak byłem naiwny. Sam sobie zawiniłem.
Z miejsca wziąłem cały tydzień urlopu. Szef nieco marudził, ale powiedziałem, że mam bardzo ważna sprawę rodzinną, że albo mnie puści, albo się zwalniam całkowicie. Odpuścił, nie dlatego, że byłem nie do zastąpienia, ale dlatego, że pewnie trudno znaleźć takiego osła jak ja. W pewnym sensie byłem nie do zastąpienia, ale w negatywnym znaczeniu. Nieważne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz