piątek, 26 sierpnia 2011

Trzeci fragment - sora za literówki i takie tam

 Oczywiście nie mogłem mieć od razu zabrać jej do domu, posadzić na fotelu i jeść razem obiady, chodzić do kina, gzić się niczym zwierzęta. Takie dziewczyny; a wtedy to była nowość; kosztowały masakrycznie dużo. Z pensją urzędnika niskiego szczebla opłacałem czynsz, a pozostałe grosze pompowałem w życie, oraz trzydziestopięcioletnie raty kredytu mieszkaniowego. Zanim uzbierałem wymaganą kwotę, minął prawie rok. Dzień w dzień, ten sam rytuał. O szóstej rano przechodziłem obok szklanej tafli, za którą stała kobieta moich marzeń. Zatrzymywałem się na chwilę, wzdychałem i podliczałem w myślach stan konta. Coraz bardziej ciąłem koszty utrzymania, mało jadłem, siedziałem po ciemku, odłączyłem kablówkę, oraz zrezygnowałem z telefonu komórkowego. Chudłem w oczach, co akurat było z tego najlepsze, bo jak ja bym wyglądał, grubasek z taką dziewczyną, no sam pomyśl.

czwartek, 25 sierpnia 2011

To moje ostatnie godziny życia

Właśnie sobie uświadomiłem, że feministki mnie za to opowiadanie rozszarpią i zjedzą na surowo. Ech, ciężka dola pisarza.

Oto drugi fragment: 

"Oczywiście nie będzie ci dane  poznać wszystkich, bo jesteś wyjątkowy. Taki los; dar, ale i klątwa.
Ale wróćmy do opowieści o kobiecie, która dokonała w moim życiu tak wiele zadziwiających rzeczy, strasznych, ale niesamowitych.

Gdy ją zobaczyłem, od razu wiedziałem, że to ta, albo żadna.

Cybernetyka miłości - fragment


Witaj kolego. Zaraz opuścisz swoją ciasną szufladę i poznasz świat, do którego zostałeś stworzony. Poczujesz się jak ryba w bezkresnym oceanie możliwości, lub kamień na jego dnie. Wszystko w twoich rękach.  Wierze jednak, że dasz radę. W końcu nie jesteś ułomkiem.
Nim jednak poznasz smak samodzielności, pozwól że opowiem ci pewną historię. Cierpliwości, jeszcze zdążysz się nacieszyć tym wszystkim do tego stopnia, że zrobi ci się niedobrze. Przed tobą szmat czasu.  Jesteś mi coś winien, nie uważasz? A wiec słuchaj.

niedziela, 21 sierpnia 2011

Aria z bluzgami

Słowo publiczny, od dawien dawna kojarzy mi się brzydko. Komunikacja publiczna, publiczna służba zdrowia, publiczna telewizja i wreszcie dom publiczny. O ubezpieczeniach emerytalnych, tak zwanym ZUSie już nie wspomnę, by nie rzucać mięchem. Jestem na odwyku od słownictwa rynsztokowego.
Noszku....##%$33 ZUS. No i po moim celibacie.
Cechą wspólną tych przybytków „szczęścia powszechnego” jest to, że nas ruch..., wróć!!! Ujmijmy to delikatniej. Po prostu zostawiamy im swoje pieniądze, grubą ciężko zarobioną kasę, a w zamian dostajemy przeważnie cholery lub syfa.

sobota, 20 sierpnia 2011

Czytam, czytam, czytam

Wgryzuję się w kolejną książkę

A tu ukrywam emocje, jakie budzi we mnie inna książka


Mroczne recenzje niebawem. 


sobota, 6 sierpnia 2011

Lubelska masakra kotem podwórkowym

Rozesłana elektronicznie do wydawców. We wtorek wysyłam wydruki do tych co nie przyjmują maili z propozycjami. Teraz pozostaje czekanie. Jakie czekanie, piszemy następną :) hehehe

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Cierpienie

Czytanie własnej powieści po raz 5-6-7 jest równie przyjemne, co jedzenie czekolady ze smalcem i śledziami. Gdyby to coś dało, zjadłbym własną dłoń. Ale wiem, że i tak musiałbym dokończyć nanoszenie poprawek, a z jedną ręką byłoby to o wiele trudniejsze. Wymiotuje już powoli historią, którą nie tak dawno kochałem miłością bezwarunkową. Pisanie jest wspaniałe, poprawianie koszmarne. Powiem jednak, że warto.