sobota, 9 lipca 2011

Czytelnik w niebie

„Gęba w niebie” Dawida Kaina to książką wyjątkowa, ale nie każdy powinien po nią sięgnąć. Pewnie zastanawiacie się, dlaczego piszę o tym na początku recenzji, gwałcąc zasady sztuki publicystycznej. Robię to, ponieważ uważam, że tak, jak na papierosach są napisy, że wyroby tytoniowe szkodzą, ostrzega ten, a ten minister, tak samo na tej książce powinno się znajdować ostrzeżenie o przykładowo takiej treści:

Jeśli jesteś fanatycznie zaangażowany w jakąkolwiek religię, brak Ci dystansu do siebie i świata, masz homofobię, nie lubisz się śmiać, swoją moralność zaczerpnąłeś z szóstego wieku naszej ery lub po prostu jesteś głupi i myślenie sprawia Ci ból - ta książka nie jest dla Ciebie; ostrzega minister dobrej zabawy i zdrowia psychicznego. Natomiast fszystkim posostałym rzyczę fszystkiego... (sic!)
W tym momencie mógłbym zakończyć recenzję, a każdy, niezaliczający się do powyższych kategorii osobnik, powinien zacząć wzuwać buty, by lecieć do księgarni.  (Lub wpisać w przeglądarkę adres intetnetowego sklepu z książkami,  czy serwisu aukcyjnego).  Ale by całkowicie rozwalić obawy nadal niezdecydowanych, dodam do tego jeszcze kilka słów.
Centralnym bohaterem „Gęby w niebie”  jest Filip, „przekrętas”, który dorobił się na handlu dewocjonaliami, sam mając do religii bardzo pragmatyczny stosunek. Jeśli chodzi o jego relacje z Bogiem, to można je ująć przysłowiem „jak Bóg Kubie, znaczy Filipowi, tak Filip Bogu”.

Druga postacią książki jest Jan, wspólnik w interesach Filipa, a prywatnie niespełniony pisarz, którego twórczość nie ma czytelników, gdyż jest zbyt niszowa, a wręcz przeważnie bzdurna. Facet na siłę stara się być oryginalny i przez to pogrąża się w bezsensie.  Co tu kryć, jak ktoś tworzy na prochach, to takie są efekty. (Aczkolwiek, czytając jego przemyślenia, dowiemy się paru gorzkich prawd o światowym rynku wydawniczym).  Choć z drugiej strony, pochłaniając „Gębę w niebie”, też trudno  uwierzyć, że Dawid to tak sam z siebie, bez wspomagaczy... rany, nie, to niemożliwe.

Ale wróćmy do fabuły, którą autor umieścił w Polsce, w niedalekiej przyszłości. Niby nowoczesnej, dostatniej, ale jednocześnie uwięzionej w klatce tych samych problemów, z którymi borykamy się obecnie. Nowoczesna technologia rozwiązując pozornie jedne z nich, dołożyła wiele innych.  Niby na wszystko są leki, a urodę można sobie poprawić jak się chce, ludzie nie głodują, system czuwa nad nimi bardzo troskliwie. Ale jednocześnie dostatek i brak obaw o życie powodują, że ludzie traktują się wzajemnie bardzo instrumentalnie oraz mają problemy psychologiczne. Orgie we wszystkich możliwych kombinacjach, życie z wieloma partnerami na raz, unikanie uczuć - to tylko niektóre symptomy patologii, która stała się codziennością. Ponadto, choć trudno w to uwierzyć, komercja opanowała świat jeszcze mocniej, niż ma to miejsce dziś. Wszystko stało się towarem.

I to w tym świecie pojawia się tajemniczy prorok, który wiedzie ascetyczne życie i otwarcie krytykuje zgniliznę moralną. Filip natychmiast zwąchuję doskonałą okazję do interesu. Bo przecież uduchowienie jakie prezentuje sobą nieznajomy to nowy towar, który można sprzedać na pniu, o ile się go odpowiednio zareklamuje. I od tego momentu fabuła zaczyna nabierać prawdziwego tempa. A zakończenie? Dla mnie miodzio.

Trudno mi jednoznacznie zakwalifikować „Gębę w niebie” do konkretnego gatunku literackiego. Z jednej strony jest to antyutopia  oraz, co tu kryć, totalnie odjechania satyra na rzeczywistość, w której żyjemy obecnie. Z drugiej, pod tą grubą warstwą fantastycznych gagów, skrywa się powieść głęboko egzystencjalna, o ludzkich potrzebach i sensie życia. I w końcu jest trzecia strona medalu (sic), wyśmienity i bardzo naturalistyczny w sferze opisów horror. Na jakiejkolwiek perspektywie skupi się czytelnik - będzie niewątpliwie zadowolony. Natomiast jeśli zasmakują mu wszystkie, to zrozumie, dlaczego tak zachwalam tę powieść.

Postacie nakreślone są bardzo realistycznie. Dosyć szybko poznajemy ich motywacje, sposób myślenia oraz przeszłość. Główny bohater błyszczy tu niepodzielnie. Jest cyniczny, dowcipny, inteligentny, ale jednocześnie zagubiony. Czasem po zgrabnej puencie lub strumieniu jego przemyśleń na przemian parskałem śmiechem i łapałem się za głowę. Jeśli ta książka nie podlega pod (kretyński) paragraf o obrazie uczuć religijnych, to znaczy, że twórcy nie mają się czego bać. Skoro Dawid nadal nie płonie na stosie, to znaczy, że cuda istnieją, a moherowa armia  nie interesuje się już cenzurowaniem literatury. To książka dynamit, inaczej nie potrafię jej nazwać. Przyznam się, że niektóre fragmenty mam pozakreślane ołówkiem i zamierzam je cytować w artykułach, a nawet wstawiać na blog, jako samodzielne złote myśli. Kiedy ostatni raz spotkaliście się z taką pozycją?

To zadziwiające. Bierze człowiek w rękę powieść nieznanego autora, z niewielkim ilościowo dorobkiem i spodziewa się wszystkiego najgorszego, od nudnej fabuły, po niezgrabność warsztatową włącznie.  Nic z tego jednak nie ma miejsca. Ledwie otworzyłem okładki powieści „Gęba w niebie”, to zacząłem co chwila nabożnie szeptać ja pie..., na przemian dławiąc spazmatyczny rechot. (Za który zresztą, o drugiej w nocy dostałem ochrzan od matki, gdyż ją obudziłem). Czytam dosyć dużo książek, staram się sięgać po różnych autorów i gatunki, ale przyznam się, że nie spotkałem się jeszcze z tak brawurowo napisanej, prowadzonej bezczelnie szczerą narracją, powieści. Dawid się nie patyczkuje z nikim i niczym, nie bije czołem przed żadnymi świętościami, stereotypy wali akapitami jak w bęben, a bohaterów obnaża bezwstydnie, ukazując ich wewnętrzną pustkę. Czy tylko bohaterów? Ta myśl nie raz przebiegła mi przez głowę podczas lektury. To wszystko czyni go niesamowicie wiarygodnym autorem, a takich czyta się najlepiej.

Ostatnio nastała jakaś moda na ponad tysiąc stronicowe tomiszcza. „Gęba w niebie” ma sto sześćdziesiąt cztery strony i powiadam Wam, że żadna z nich nie jest przegadana, nudna, zbędna, trywialna. Czy można czegoś więcej chcieć? Tak, można. By Dawid Kain jak najszybciej wydał kolejną powieść.

Gęba w niebie
Autor: Dawid Kain
Wydawnictwo: Wydanictwo Nisza
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 12/2010
Liczba stron: 166
Format: 135x210 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788362795000
Wydanie: I
Cena z okładki: 28 zł

Stona domowa autora: www.dawidkain.blogspot.com
Książkę można kupić: Allegro, ale sprawdź także na Ceneo

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz