poniedziałek, 14 lutego 2011

Morderczy klimat

Gdy macie naprawdę podły nastrój, wszystko jest możliwe. Czasem każdy człowiek ma ochotę zabić. Znacie to uczucie? To w takim razie opowiadanie Morderczy Klimat jest dla Was wprost idealne.

Cześć tej opowieści wydarzyła się naprawdę. No może nikt nie zginał, ani nic z tych rzeczy, ale niektóre sytuacje których byłem świadkiem, gdyby ich w porę nie opanować, mogły by przybrać, bardzo podobny przebieg. Wszystkie osoby występujące w tekście, cóż, nie do końca są zmyślone, ale każda z nich jest raczej zlepkiem kilku realnych person zdeformowanym w krzywym zwierciadle mego umysłu, niż kimś konkretnym. Ja też jestem gdzieś tam uwięziony na jego stronach, trochę we mnie Majki, nieco Drukmala. Winny, jak my wszyscy.
Niekiedy wystarczy iskra, a sypią się… trupy. Pamiętajmy o tym.

Nim pobierzesz całość tekstu, zapoznaj się z poniższym fragmentem.
LINK DO POBRANIA CAŁOŚCI ZNAJDUJE SIĘ NA DOLE STRONY


(...) Majewski, nazywany Majka, był negatywem Drukmala w każdym calu. Uważał, że: „Rozmowa z petentem jest jak korrida. Torreador pokazuje czerwoną płachtę, a zwierz taranuje”. Majka uwielbiał wcielać się w byka. Gwiazda urzędu i… pupil szefowej, właśnie znęcał się nad zadbaną kobietą po sześćdziesiątce. To była jego ulubiona zabawa.
– Po cóż pani w tym wieku umiejętność gry na pianinie?
Majka zajmował się finansowaniem dokształcania emerytów i rencistów w ramach projektu: „Chcę wiedzieć jeszcze więcej”.
– Jakim wieku?! Czy pan się nie zapomina? – nastroszyła się kobieta.
– Tu jest napisane – pochylił się teatralnie nad dokumentami, udając, że musi odszukać rubrykę z datą urodzenia – że ma pani 67 lat.
– Z kobietami nie rozmawia się o takich sprawach.
– Chyba że planują karierę artystyczną na jesieni życia i to nie za swoje pieniądze… – Skrzywił twarz w uśmiechu i załopotał rzęsami. Wyglądał jak klaun, który właśnie przywalił komuś tortem.
– Cham z pana.
Klientka usiłowała odegrać tak zwane arystokratyczne oburzenie, przykładając w teatralnym geście dłoń do skroni.
– Jasne, a do tego prostak, ale wróćmy do pani wniosku. Czy ma pani słuch?
– Przecież rozmawiamy…
– Mówię o słuchu muzycznym. Uważam, że powinna pani dołączyć zaświadczenie od specjalisty, z którego by wynikało, że nie cierpi pani na starcze przytępienia słuchu. Podniosłem głowę znad papierzysków, by nie przegapić tak epokowego zdarzenia jak spoliczkowanie Dariusza przez petentkę. Niestety, nadzieje okazały się płonne. Starsza pani, zamiast walnąć gnoja z plaskacza, złapała się za pierś i jęknęła:
– Moje serce…
– A może kurs aktorski, bo widzę, że ma pani talent?
– Dariusz! – zasyczał Drukmal, robiąc zniesmaczoną minę. Majka zawahał się i zastopował ofensywę.
– Może wody podać szanownej pani, albo zadzwonić po pogotowie?
– Woda wystarczy. Zanim jednak Majka zwlókł się z krzesła, Drukmal, z gracją małego niedźwiadka, podskoczył do dystrybutora z minerałką.
– Pani Mario, proszę – powiedział, wręczając jej plastikowe naczynie. Upiła łyk i odstawiła kubek na biurko.
– Śmiało – zachęcał Majka – wody mamy dużo.
– Dostanę pieniądze czy nie?
– Więc chce Pani grać na pianinie? – zapytał Majka lekko ironicznym tonem. - A może na początek coś łatwiejszego? Flet, cymbałki… (…)


By przeczytać całkowicie bezpłatnie to opowiadanie, kliknij w obrazek po lewej. Gdy zapragniesz poczytać inne moje teksty przejdź do działu Poczytaj sobie
Miłej lektury

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz