piątek, 18 listopada 2011

Szczęśliwy sen kata

A gdybyś był człowiekiem złym i wiedział o tym? Do czego byś się posunął, by znów żyć normalnie? Czy miłość może odmienić los, odkupić winy, zmazać krew z rąk, zapewnić spokojny sen? 

Ukończyłem wczoraj moje najnowsze opowiadanie. Jest w nim sex, zdrada, kłamstwo, ból. Jest to mój ostatni tekst literacki przed powieścią, która chodzi mi po głowie od pół roku. To opowiadanie poczytacie już niebawem na blogu, oraz na stronach wydawnictwa RW2010.

Potem zniknę na 2 miesiące (od czasu do czasu podzielę się wrażeniami), by napisać powieść.


środa, 19 października 2011

Najlepsze Zuzanny są na placu Pigalle - Fragment 1


Dlaczego Bóg mnie tak nienawidzi, pomyślał mężczyzna, patrząc w czarny otwór tłumika nakręconego na lufę glocka. Kobieca dłoń, która trzymała broń, nie tak dawno mierzwiła włosy mężczyzny, a usta wyszeptywały miłosne zaklęcia do jego ucha.
- Czymś cię obraziłem? - zapytał ze szczerym zainteresowaniem.
- Głupim ryłem - odparła, pociągając za język spustu.

poniedziałek, 17 października 2011

Premiera ostrego tekstu

Macie dosyć ugrzecznionych tekstów, w których autor krępuje się napisać co mu w głowie tańczy? No i świetnie, bo ja też mam dosyć. Dlatego postanowiłem pisać z wykopem, boleśnie. Owocem tego eksperymentu jest opowiadanie quasi pornograficzno-emocjonalne "Twoje Kino PORNO"  Nie jest to tekst dla każdego, szczególnie dla tych co na widok słowa "penis" zaczynają się czerwienić. Nie jest to też porno dla porno. Chcesz się dowiedzieć, gdzie są granice w poszukiwaniu beztroskiej przyjemności? A może ich nie masz?

Zaciekawiony? To tak jak ja, Twoje opinii, o moim utworze.

Można go pobrać w formie elektronicznej ze strony wydawnictwa RW2010 


--- A poniżej możesz obejrzeć gorący fragment opowiadania --



– O, już jesteś kotku. Nie mogłam się doczekać, więc poszłam się zdrzemnąć na chwilę.
W progu różowego pokoju stała kobieta, ubrana w futerko, a jakże, koloru różowego. Mogła mieć około trzydziestu paru lat, maksymalnie czterdzieści. Lubiłem kobiety nieco starsze, co tu kryć. Jeden przelotny rzut oka wystarczył, by stwierdzić, że miała kształty, które jakby wyszły spod diabelskiej igiełki. Nie za chuda, nie za puszysta, po prostu akuratna. Zgrabne nogi opięte czarnymi rajstopami, krągłe uda, gruszkowate biodra, kształtny tyłeczek. Aż coś mi się miłego rozlało po trzewiach od samego patrzenia.

czwartek, 13 października 2011

wtorek, 11 października 2011

Mroczny opus, tego roku, napisany

Właśnie postawiłem ostatnią literę "Snu o kobiecie w różowym futerku". Czuje się taki wypruty. Przeczytacie to będziecie wiedzieli co mam na myśli. To chyba moje najlepsze opowiadanie w tym roku, a na pewno najmocniejsze. Powinno mieć znaczek 21+, i to nie tylko ze względu na sceny erotyczne, które są realistyczne i gorące.

sobota, 8 października 2011

Nowa książka na mrocznej tapecie

Historia kobiety idealnej, doskonałego wytworu męskiej wyobraźni. Produktu firmy Soft Women, "robota seksualno-miłosnego". Gotowej na seks, zatroskanej o ukochanego i dbającej o wszelkie potrzeby partnera. - To wszystko było zgodne z prawdą, do czasu gdy na świecie pojawił się egzemplarz o imieniu Linda.

Kupiłem od koleżanki Anny. Jestem po dwuch rozdziałach i powiem, że czyta się nieźle. Inteligentne, naszpikowane sarkazmem oraz nutką erotyzmu.

Doskonale koresponduje z tym co obecnie pisze:

"Sen o kobiecie w różowym futerku"
Opowiadanie SF o seksie i jego cenie.
Jak zwykle bez cenzury i onanistycznie szczerze.



piątek, 7 października 2011

Sen o kobiecie w różowym futerku - fragment

Alicję poznałem w internecie. To był jeden z tych upalnych czerwcowych wieczorów, gdy człowiek ma ochotę na szaloną przygodę, ale nie robi nic poza bezmyślnym gapieniem się na ekran komputera. Kiedyś skakało pilotem po kanałach w telewizorze, dziś po zakładkach przeglądarki.  Czasy niby się zmieniają, ale nie nawyki.

poniedziałek, 3 października 2011

Na czym polega społecznościowa apokalipsa

Pamiętam czasy, gdy ludzie odwiedzali się w domach, ot tak bez pretekstu, by dowiedzieć się, co słychać, pogadać od serca, wspólnie obejrzeć film, pograć na komputerze (na dzielonym ekranie). Pobyć ze sobą jeden na jeden. Dziś ludzie stadnie, jak małpy lecą do domów handlowych, wabieni promocjami i kolorowymi światłami, by w kakofonii gwaru udawać, że podtrzymują więzi, zagłuszać samotność. A tymczasem nic o sobie nie wiedzą, poza tym że się schlali razem kilka razy, albo pograli w bilarda, czy kręgle. Syndromem upadku więzi są portale społecznościowe, Facebook, Nasza Klasa itp. (które są dla internetu tym samym czym super molochy handlowe dla reala), które redukują znajomość do oglądania fotek, oraz wklejania sobie zabawnych obrazków z Kwejka, czy filmików z Youtube.

sobota, 1 października 2011

Piszemy o liściach

Tak sobie dumam, że przydałby mi się kolejny blog. Tylko o czym? O wiem idzie jesień i zacznę zbierać liście: Przykładowy wpis mógłby wyglądać tak:
Idzie jesień, hura. Znalazłem dziś liść dębu, dziwne, bo pod kasztanem. Ale sprawdziłem w dziesięciu tomowym przewodniku po liściach polskich, pod redakcją Tomasza Liścia i okazało się, że to jednak liść dębu. Leżał przy krawężniku, biedactwo był cały popękany, jakby go pogryzł pies czy kot. Posklejałem go Super Glue i wygląda jak nowy. Stanowi idealną kontynuację mojej serii liści dębu z ostatnich dziesięciu lat.

czwartek, 29 września 2011

Nasza Polska, kurwa! - opowiadanie

Idą no te... jak im te..? No te, co się bazgra krzyżyki na kartkach z naiwną myślą, że to coś zmieni. O, już wiem; gra w typowanie osłów (Sora „p” mi się czasem zacina. Stara klawiatura) do cyrku. Więc długopisy w garść i za kilka dni ruszymy pograć w wyborcze lotto. Wróć! W lotto są przynajmniej jakieś szanse, że coś wygramy. Wybory parlamentarne, to raczej gierka w kółko i krzyżyk, tyle że bez kółek. Są za to zrobieni w balona, miliony balonów. Prawda taka, że gdzie byś iksa nie postawił, to i tak dostaniesz kopa w tyłek, plus „Spieprzaj dziadu”, czy „Fuck you”. (O ile Twojemu wybrańcowi, języki nie są obce. Niestety przeważnie są; nawet polski.)

czwartek, 15 września 2011

Mrok daje za darmo :)

Oszalałem, ale to u mnie normalne. Informuję tylko, że jest ze mną coraz gorzej, znaczy coraz lepiej. Dziś publikuje moje najnowsze opowiadanie, czystą esencje absurdu i groteski, za darmo. Jeśli wybieracie się do kina, to jest to tekst dla Was. Dowiecie się dlaczego nie warto przedawkowywać popcornu i Coli. Oparte częściowo na faktach. Bardziej niż chciałbym. 

Opowiadanie do ściągnięcia
ze strony wydawnictwa RW2010
>>> CZYTAJ !!!! <<<

niedziela, 11 września 2011

Olimpiada szaleńców - ruszyła

   Gdy pisze te słowa znicz już dogasa. Dzielni chłopcy z ochotniczej staży pożarnej, pomimo protestów organizatorów, oraz zgromadzonych setek tysięcy widzów wtargnęli na stadion im. "Zawiedzionych nadziei polskiego sportu" w Baraku i przy użyciu czterech wozów, przy minimalnych stratach własnych, opanowali sytuację, dławiąc pożar w zarodku. Jak udało się wyjaśnić naszemu reporterowi, impreza nie była zgłoszona w komendzie głównej straży pożarnej, a znicz nie miał atestu i przydzielonej klasy ognioodporności.

czwartek, 1 września 2011

Chory, Kyrcz i Kain, Trup


Bizzare zawsze kojarzyło mi się z hektolitrami krwi i sadystami śmiejącymi się histeryczne, nad stygnącym, wypatroszonym trupem. Martwica mózgu oraz podobne klimaty nigdy mnie nie pociągały. A już czytać o tym nie zamierzałem, bo i po co. Zacząłem kiedyś Nekroskop, Briana Lumleya i mnie odrzuciło po jednym rozdziale.
          Ale gdy antologie tego typu opowiadań napisał mój ulubiony autor młodego pokolenia, czyli Dawid Kain, „wespół-w zespół” z nie mniej utalentowanym Kazimierzem JR Kyrczem, musiałem to przeczytać.
Dawida pokochałem (nie bójmy się tego słowa, nie jesteśmy homofobami) za „Gębę w niebie”. Ta książka powala na kolana, a jak już umrzesz ze śmiechu, to nadal się trzęsiesz.

piątek, 26 sierpnia 2011

Trzeci fragment - sora za literówki i takie tam

 Oczywiście nie mogłem mieć od razu zabrać jej do domu, posadzić na fotelu i jeść razem obiady, chodzić do kina, gzić się niczym zwierzęta. Takie dziewczyny; a wtedy to była nowość; kosztowały masakrycznie dużo. Z pensją urzędnika niskiego szczebla opłacałem czynsz, a pozostałe grosze pompowałem w życie, oraz trzydziestopięcioletnie raty kredytu mieszkaniowego. Zanim uzbierałem wymaganą kwotę, minął prawie rok. Dzień w dzień, ten sam rytuał. O szóstej rano przechodziłem obok szklanej tafli, za którą stała kobieta moich marzeń. Zatrzymywałem się na chwilę, wzdychałem i podliczałem w myślach stan konta. Coraz bardziej ciąłem koszty utrzymania, mało jadłem, siedziałem po ciemku, odłączyłem kablówkę, oraz zrezygnowałem z telefonu komórkowego. Chudłem w oczach, co akurat było z tego najlepsze, bo jak ja bym wyglądał, grubasek z taką dziewczyną, no sam pomyśl.

czwartek, 25 sierpnia 2011

To moje ostatnie godziny życia

Właśnie sobie uświadomiłem, że feministki mnie za to opowiadanie rozszarpią i zjedzą na surowo. Ech, ciężka dola pisarza.

Oto drugi fragment: 

"Oczywiście nie będzie ci dane  poznać wszystkich, bo jesteś wyjątkowy. Taki los; dar, ale i klątwa.
Ale wróćmy do opowieści o kobiecie, która dokonała w moim życiu tak wiele zadziwiających rzeczy, strasznych, ale niesamowitych.

Gdy ją zobaczyłem, od razu wiedziałem, że to ta, albo żadna.

Cybernetyka miłości - fragment


Witaj kolego. Zaraz opuścisz swoją ciasną szufladę i poznasz świat, do którego zostałeś stworzony. Poczujesz się jak ryba w bezkresnym oceanie możliwości, lub kamień na jego dnie. Wszystko w twoich rękach.  Wierze jednak, że dasz radę. W końcu nie jesteś ułomkiem.
Nim jednak poznasz smak samodzielności, pozwól że opowiem ci pewną historię. Cierpliwości, jeszcze zdążysz się nacieszyć tym wszystkim do tego stopnia, że zrobi ci się niedobrze. Przed tobą szmat czasu.  Jesteś mi coś winien, nie uważasz? A wiec słuchaj.

niedziela, 21 sierpnia 2011

Aria z bluzgami

Słowo publiczny, od dawien dawna kojarzy mi się brzydko. Komunikacja publiczna, publiczna służba zdrowia, publiczna telewizja i wreszcie dom publiczny. O ubezpieczeniach emerytalnych, tak zwanym ZUSie już nie wspomnę, by nie rzucać mięchem. Jestem na odwyku od słownictwa rynsztokowego.
Noszku....##%$33 ZUS. No i po moim celibacie.
Cechą wspólną tych przybytków „szczęścia powszechnego” jest to, że nas ruch..., wróć!!! Ujmijmy to delikatniej. Po prostu zostawiamy im swoje pieniądze, grubą ciężko zarobioną kasę, a w zamian dostajemy przeważnie cholery lub syfa.

sobota, 20 sierpnia 2011

Czytam, czytam, czytam

Wgryzuję się w kolejną książkę

A tu ukrywam emocje, jakie budzi we mnie inna książka


Mroczne recenzje niebawem. 


sobota, 6 sierpnia 2011

Lubelska masakra kotem podwórkowym

Rozesłana elektronicznie do wydawców. We wtorek wysyłam wydruki do tych co nie przyjmują maili z propozycjami. Teraz pozostaje czekanie. Jakie czekanie, piszemy następną :) hehehe

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Cierpienie

Czytanie własnej powieści po raz 5-6-7 jest równie przyjemne, co jedzenie czekolady ze smalcem i śledziami. Gdyby to coś dało, zjadłbym własną dłoń. Ale wiem, że i tak musiałbym dokończyć nanoszenie poprawek, a z jedną ręką byłoby to o wiele trudniejsze. Wymiotuje już powoli historią, którą nie tak dawno kochałem miłością bezwarunkową. Pisanie jest wspaniałe, poprawianie koszmarne. Powiem jednak, że warto.

sobota, 9 lipca 2011

Czytelnik w niebie

„Gęba w niebie” Dawida Kaina to książką wyjątkowa, ale nie każdy powinien po nią sięgnąć. Pewnie zastanawiacie się, dlaczego piszę o tym na początku recenzji, gwałcąc zasady sztuki publicystycznej. Robię to, ponieważ uważam, że tak, jak na papierosach są napisy, że wyroby tytoniowe szkodzą, ostrzega ten, a ten minister, tak samo na tej książce powinno się znajdować ostrzeżenie o przykładowo takiej treści:

czwartek, 30 czerwca 2011

Faktycznie lepsze, jest wrogiem dobrego

Właśnie sobie uświadomiłem, jak brzydki jest mój blog autorski, w porównaniu do, także mojego bloga, o pisarstwie www.bewriter.eu.  Ten blog (który właśnie czytacie) to tylko zmodyfikowany przeze mnie szablon standardowy (z dorobionym banerem), a BeWriter zaprojektował i wykonał mój serdeczny przyjaciel, który zawodowo zajmuje się budowaniem stron i reklamą w internecie. 
Jednakże pewien niedosyt się rodzi i muszę coś z tym zrobić bo inaczej moja wrodzona lekka nerwica natręctw będzie mnie męczyła, aż zamęczy. Może coś poradzicie? Porównajcie oba blogi, powiedzcie czy faktycznie jest tak drastycznie kiepsko z moim blogiem autorskim? Co byście zmienili?

niedziela, 19 czerwca 2011

Złocista apokalipsa - opowiadanie

Poczta Polska zawsze działa świetnie, a zwłaszcza wtedy, gdy nie potrzeba. Niezwłocznie dostarczy pozew, terminowo otrzymasz ponaglenie od komornika, niespodziewanie przyjdzie list od kochanki, w którym zawiadamia, że jest w ciąży. Natomiast gdy zależy ci, by doszła badziewna kartka na imieniny teściowej, bo przecież nie będziesz się pchał osobiście w paszczę lwa, to okazuje się, że trasa listonosza przebiegała akurat przez Trójkąt Bermudzki i nikt nie widział, nikt nie słyszał, amba zjadła. Oczywiście przykro im i w ogóle, ale to ty otrzymujesz od „mamusi” ostry słowotok wyzwisk, to już lepiej dostać w ryj od kibola, a potem śpisz przez kilka nocy na kanapie, bo żona ma traumę.

środa, 11 maja 2011

Rany, o rety.

 "LMKP - Całość 1.0 finał" - Rany. Skończyłem pisać pierwsza wersje mojej powieści. Rany. 474574 znaków. Z 2-3 dni odpocznę, może dłużej, a potem zabieram się do edycji na wersję dla pierwszych recenzentów. Rany.

wtorek, 10 maja 2011

„Anioły muszą odejść” - okiem ateusza.

To, że jestem ateista jest bardzo ważne, podczas czytania mojej recenzji ksiązki niewątpliwie należącej do nurtu literatury religijnej. Tym bardziej, że książka mi się spodobała. Ale po kolei. 

Konrad T. Lewandowski to bardzo płodny pisarz o bardzo szerokim spektrum gatunków, w których się porusza. Od Fantastyki, przez kryminał, aż po poważne prace naukowe z filozofii (co nie oznacza że nudne, ale o tym za moment).

Ja najbardziej cenię jego cykl kryminałów o podkomisarzu Jerzym Drwęckim, który fenomenalnie oddaje ducha dwudziestolecia międzywojennego, oraz zachwyca rewelacyjnymi postaciami. Jako że fantasy programowo nie ruszam, najsłabiej znam jego serię, sagę,  o Kotołaku, czyli wcale. Być może się jednak skuszę, zwłaszcza po przygodzie z „Aniołami…”

Prawdopodobnie nie kupiłbym sobie najnowszej książki Konrada, gdybym wcześniej nie został namówiony na przeczytanie „Pochwały herezji”, traktatu filozoficznego o Bogu, wolności  i ogólnie o metafizyce. Jestem fascynatem filozofii i przyznam się że sięgnąłem po niego by móc wejść w spór z Konradem, może się nawet podeśmiać, się z metafizyki, których nie trawie. Ale niestety, albo na szczęście z każdą kolejną kartką „Pochwały herezji”, robiłem coraz więcej notatek na brzegach i nabierałem szacunku do toku rozumowania. Nie spotkałem do tej pory tak rozsądnie myślącego filozofia religijnego, który potrafi w sposób zabawny i do bólu szczery, powiedzieć co myśli o swojej wierze, bez zginania nóg w stawach kolanowych za każdym razem gdy pisze wyraz Bóg.  Powiem więcej, Konrad jako jeden z nielicznych mi znanych, traktuje z szacunkiem swojego Boga, nie przypisując mu debilnych przymiotów, jak małostkowość, mściwość, czy nepotyzm, którymi cechują się raczej rozbisurmanione nastolatka, czy też żądni kasiory kapłani, a nie stwórca świata. Nawet jeśli się nie zgadzam z autorem, choćby w kwestii istnienia Boga, to lekturę „Pochwały Herezji” uważam za wyjątkowo udanie spędzony czas. 

Dlaczego tyle mówię o innej książce zamiast o „Aniołach…”, czyli powieści recenzowanej. Otóż dlatego że powieść ta jest w warstwie metafizycznej oparta na „Pochwale herezji”, co właśnie zachęciło mnie do jej lektury. 

Akcja książki toczy się przeważnie we współczesnej Warszawie, a bohaterami są istoty ezoteryczne takie jak demony, anioły no i Naczelny, czyli pan i stwórca świata. Oczywiście są też ludzie, którzy maja wolną wolę, przeciwieństwie do swoich nadprzyrodzonych sąsiadów. Demony i Anioły toczą ze sobą typowe spory, o dobroć boga, o los ludzi, czasem coś wybuchnie, czasem cos zaiskrzy, jak to w rodzinie. W myśl jednak metafizyki suponowanej przez Lewandowskiego Bóg postępuje zgodnie z zasada zachowania wolnej woli i ujawnia tylko tyle ze swoich planów ile to koniecznie, by nie naruszyć ludzkiego poczucia wolności.

Książka należy niewątpliwie do nurtu fantastyki religijnej, ale byłoby bardzo krzywdzące przypiąć jej tylko taką nalepkę. Znajdziemy w niej elementy powieści historycznej, gdyż jeden z aniołów był za życia husarzem, wspomina czasy, gdy polską rządzili panowie szlachta, a  husaria przeżywała schyłek swej świetności. Retrospekcje historyczne zawdzięczamy też niewymienionemu z imienia aniołowi Dobrej Rady, który oprowadza nas po historii Warszawy i tłumaczy dlaczego spotkało ją tyle nieszczęść. I tu dochodzimy do sedna sensu opowieści Lewandowskiego. Warszawa i Polacy cierpią przez dwa demony płci żeńskiej, które zostały pokrzywdzone przez naszych polaków i teraz się mszczą, podszeptując najgłupsze z możliwych postępowania, które owocują na przykład powstaniem Warszawskim. 

Zachwyca mnie warstwa stylizacji i to nie tyko opisów ale także języka, ale niestety nie kupuje metafizycznej racjonalizacji głupoty która wpakowała nas Polaków w wiele tarapatów. Nie będę się nad tym jednak rozwodził. Sami to przemyślicie gdy przeczytacie książkę. Bo niewątpliwie warto. 

Dostajemy świetną fabułę, z rewelacyjnymi zwrotami akcji. Ciekawe przemyślania, którego niejednego mohera przyprawiłyby o ból głowy, a pozostałych, posiadających zdrowe poczucie humoru, o czkawkę. Oraz co jest moim zdaniem najmocniejszą stroną tej powieści, jak i twórczości Konrada T. Lewandowskiego, wspaniałą galerię postaci. Wystarczy wymienić wyszczekaną serafię Ośkę, która wychowywała się na Warszawskich podwórkach, oraz anioła ateistę-komunistę Sławomira Zaleszczuka, który nie dopuszcza myśli że Bóg i ta cała ezoteryka istnieje naprawdę, okłamując się nieustannie, tłumacząc racjonalnie to co widzi i czego doświadcza. Beczka śmiechu jest z tych jego frazesów wyciętych z komunistycznych manifestów.

Musze dołożyć niestety łyżkę dziegciu. Musze, bo zawsze stawiam na szczerość w recenzji. Czasem podczas lektury odczułem, że Konrad zatracił balans miedzy fabuła, a opisywaniem swojej metafizycznej teorii i robi ustami bohaterów wykład. Było to świetne w „Pochwale herezji”, ale niekoniecznie w powieści fabularnej. Nie każdemu to się może podobać, bo przykładowo nie lubi być nagabywany. Na szczęście nie ma za wiele takich momentów.

Czy polecam „Anioły muszą odejść”? Jasne, bo to jedna z nielicznych iskierek inteligentnej literatury w natłoku bezmyślnej papki, którą nam dziś serwują wydawcy. Nawet jeśli nie wierzysz w bogów, to nie będzie czas stracony. Po prostu potraktuj to jako takiego chrześcijańskiego Władcę Pierścieni i tyle. Ludzie wiary z otwartymi oczami, przywitają tą książkę z radością i przemyślą to i owo. Natomiast moherowi  fanatycy, zdecydowanie powinni sprawić sobie coś innego do czytania. Chyba, że chcą dostać udaru i w ten efektowny sposób zejść z tego padołu łez.

Wydawca: G+J Gruner&Jahr
Oprawa: miękka
Data premiery: 2011-04-20
Liczba stron: 480
Cena: około 34 zł

Materiały dodatkowe:
  • Film o książce, wgniatający w ziemie.  Kliknij w poniższy obrazek.




czwartek, 21 kwietnia 2011

wtorek, 19 kwietnia 2011

Myślę, że kultura...

powinna zawierać treści, które są dla nas istotne. Kultura, która jest tylko beztreściową rozrywką, wpada jednym uchem, a wypada drugim. Owszem cieszy, owszem miło spędzamy czas, ale niczego nie popycha w naszym życiu, nie jest inspiracją. Nie jesteśmy do takiej kultury przywiązani. Tymczasem to właśnie kultura powinna wprowadzać do naszego życia nowe treści, stawiać pytania i próbować na nie odpowiadać. Oczywiście powinna robić to w atrakcyjny sposób.  Życie beztreściowe, polegające li tylko na beztroskiej rozrywce, nazywam: zabijaniem czasu. Tak bardzo boimy się nudy i marazmu, iż zrobimy wszystko by każdy dzień minął nam jak najszybciej i jak bezmyślnej. Bo przecież stanie się tragedia jak się okaże, że na jakieś pytanie nie znamy odpowiedzi, lub nie daj panie ktoś wie lepiej od nas. Najczęściej naszym przyzwyczajeniem jest lenistwo. Usprawiedliwiamy się zmęczeniem. Oczywiście nie potrafimy odpoczywać i to dlatego jesteśmy zmęczeni. Prócz tego rozmieniamy swoje życie na drobnostki, kłótnie o nieistotne rzeczy, a potem dziwimy się że jest rozdrobnione i mało znaczące.  Wydawać by się mogło, że zazdrościmy trupom, które się już nie musza martwić jak zmarnować dzień. Ale czy to nas uszczęśliwia? Raczej nie.

A wiec dlaczego nie robisz tego co Cię uszczęśliwa? Co Ci w tym przeszkadza? Jaką masz wymówkę? To tylko mniemanie, do którego się przyzwyczaiłeś. Co byś robił gdybyś nie miał tej wymówki? RADA. Zapomnij o wymówce i rób to co sprawia Ci szczęście. Przecież nie ma nic ważniejszego w Twoim życiu niż napełnienie go pasją.

niedziela, 17 kwietnia 2011

Tak bawimy się w Edenie

Jak widzicie mam fazę wrzucania opowiadań na portal Nowej Fantastyki.

Poniżej najnowsze dziełko. Trzy stronicowy Shorcik, zupełnie z innej beczki.

piątek, 15 kwietnia 2011

Moje kolejne opowiadanie na Fantastyce

Tym razem o trupach, akwizytorach, oraz głębokich przemianach politycznych.

A gdy nastaną rządy ludzi bez skazy...

Nie tylko dla ludzi, którzy męczą się w pracy ze smoczycami, ale też dla zwolenników teorii, że posłów trzeba wysłać na Marsa.

Miłej lektury

środa, 13 kwietnia 2011

Za garść kolorowych piór

Namówiony przez koleżankę Zuzannę, wrzuciłem moje dwa teksty na portal Nowej Fantastyki. Ponoć można tam dostać pióra, takie złote, srebrne i brązowe. Zawsze chciałem mieć pióropusz, więc czemu nie. Obym tylko zachował skalp.


SH - Najkrótsze opowiadanie SF na świecie
Rozterki pisarza, który nie potrafi się streszczać

Za garść koralików i flaszkę
O tym, że warto uważać, z kim się zadziera. Ludzie bywają pamiętliwi.

Życzę miłej lektury.

niedziela, 20 marca 2011

Opowiadanie - Kosmiczne wariatkowo

Czy czasem odnosisz wrażenie, że ludzie są okropnie głupi? Że całe to życie to jakieś wielka kosmiczna bzdura. Gdy pisałem to opowiadanie, co dzień nawiedzały mnie takie myśli, co więcej tylko one pomagały mi przetrwać. Każdego dnia oczekiwałem, że z kapelusza wyskoczy kosmiczny królik i wszystko wyjaśni, krok po kroku, że świat nabierze sensu. Dziś już nie wyczekuje, aczkolwiek nadal twierdzę, że ludzie do najmądrzejszych nie należą. Jakim cudem przetrwaliśmy tyle lat jako gatunek, nie wiem. 

„Kosmiczne wariatkowo”, to druga część „Morderczego klimatu”. Jedna z koleżanek mówi (pozdrawiam Zetter), że jest ono lepsze niż cześć pierwsza. Większym sentymentem z pewnością darzę „Morderczy klimat”, ale w drugiej części jest więcej nawiązań do realnych osób w tym do jednej z koleżanek, która co tu ukrywać najwyraźniej stała w innej kolejce jak rozdawali rozum. Na pewno więcej w nim akcji i fantastycznych zdarzeń, ale sza, więcej nie zdradzę. Zapraszam do lektury. 



Nim przeczytasz całość tekstu, zapoznaj się z poniższym fragmentem.

LINK DO CAŁOŚCI ZNAJDZIESZ NA DOLE STRONY


Biurowa udręka rozpoczyna się w styczniu od sprawozdania zamykającego miniony rok. Pierwszy kwartał to okres wnioskowy. Ci sami klienci, tylko o rok starsze twarze. Najgorsze są rozmowy, przypominające dyskusję z czterolatkiem.
– Tato, ja chcę cukierka!
– Nie możesz, bo ci się zęby zepsują.
– Ale ja chcę! Nie zepsują się.
– Tata nie ma już cukierków.
– Ale Baśce dałeś?
– Bo jeszcze wtedy były.
– Nie lubię cię. Poskarżę się mamie.
– A to się skarż.
– Maaaaamooo, a tata nie chce mi dać cukierka.
– Czemu nie chcesz dać dziecku cukierka?
– Bo nie może sam zjeść wszystkich naraz.
– Daj mu, bo zaraz będzie ryk i sąsiedzi zaczną znów plotkować, że się znęcamy.
– Ależ kochanie, sama wczoraj mówiłaś, żeby mu nie dawać.
– Daj mu!
– Masz cukierka, synu.
– Dziękuję mamusiu, a ciebie tato nie lubię.
 Tata to szeregowy urzędnik, dziecko to petent, matka to kierowniczka, a sąsiedzi to media. I wszystko jasne. I kto ma przerąbane najbardziej?


By przeczytać całkowicie bezpłatnie to opowiadanie, kliknij w obrazek po lewej. Gdy zapragniesz poczytać inne moje teksty przejdź do działu Poczytaj sobie
Miłej lektury



sobota, 19 marca 2011

Czy wiesz, co to jest piekło?

Piekło to inni – pisał Jean Paul Sartre. Teza ta jest przeważnie błędnie rozumiana, jako krytyka drugiego człowieka, jako tego który zadaje celowo ból i jest źródłem trosk. Tymczasem chodzi o coś zupełnie innego.
Czy też czasem czujesz się jakbyś mieszkał na bezludnej wyspie, a wokoło Ciebie spacerowały hologramy przedstawiające ludzi? Znasz to uczucie, gdy chcesz otworzyć usta do drugiego człowieka, ale nagle zdajesz sobie sprawę że prawdopodobnie zamiast rozmowy wyjdą Wam dwa naprzemiennie wygłaszane monologi?

środa, 16 marca 2011

Mroczne myśli na dobranoc

Jedynym obiektywizmem jaki znamy, jest świat subiektywnych przeżyć. Wiemy, że się czymś zachwycamy, wiemy że czegoś pragniemy, wiemy że nienawidzimy. Trudno to zanegować, bez popadania w konflikt wewnętrzny. Oczywiście zawsze pozostaje niepewność, czy faktycznie jestem tym kto pragnie? Ale zaprzeczyć sobie, to już paranoja. Pewność jest więc kwesta wyboru, stanięciem po stronie wolnej woli, w opozycji do szaleństwa.

wtorek, 15 marca 2011

piątek, 11 marca 2011

Katastrofa samolotu premiera, dlaczego to takie ważne dla Ciebie?

Samolot premiera rozbija się podczas lądowania. Kilka ton stali staje się złomem, który nadaje się tylko na żyletki. Powstanie z pewnością nowa komisja śledcza, prokuratura będzie miała zajęcie na dobre kilkanaście miesięcy. Znów fala demonstracji, żal na pokaz, próby zbicia kapitału politycznego na trumnach. Żałoba narodowa.
I znów się zaczyna tango. Wdowy już ostrzą zęby na odszkodowania (nie wszystkie oczywiście), pretendenci do tronu przymierzają koronę, opozycja się cieszy bo może oznaczać to wcześniejsze wybory. Media mają eldorado. A cały naród znów zastanawia się, o co chodzi. Kto jest winny, czy to spisek, zamach, katastrofa, czy może ironia losu. Nic o tym nie słyszałeś jeszcze?

poniedziałek, 7 marca 2011

Twoje życie jak z marzeń, na wyciągnięcie ręki.

Jesteś szczęśliwy, tylko wtedy gdy żyjesz po swojemu. Czy można nie zgodzić się z tą tezą? Nie na półgwizdka, nie półgębkiem, czy ukradkiem, nie tak jak nakazuje moda, nie tak jak oczekują tego koledzy, czy rodzina. Po prostu po swojemu. Każdy planuje, że kiedyś będzie tak żył. Właśnie planuje. A tymczasem rozwiązanie jest banalne. Musisz uświadomić sobie, czego naprawdę chcesz i pragnąć tego pond wszystko i to już dziś. Czy gdy zakochałeś się w kimś, to pragnąłeś z nim być za rok, czy już dziś? Przecież bardzo dobrze wiesz, że nawet jutrzejszy dzień może okazać się mrzonką. Każdy z nas może wpaść pod samochód, czy dostać zawału. Dlatego takie ważne jest to, co robisz dziś, by zrealizować swoje marzenia. To Twoje życie i nikt nie ma prawa ci zabronić czerpać radość pełnymi garściami z każdego dostępnego źródła.
Kto nie gra odważnie, nie wygrywa całej puli. Może i niebo należy do ludzi skromnych i pokornych, oczywiście, jeśli wierzyć Bibli, ale ziemia z cała pewnością jest królestwem tych, który mają odwagę realizować własne marzenia. Dla tych którzy naprawdę kochają swoje życie, nie ma znaczenia śmiech zazdrośników i sceptyków. Czy lepiej jest żyć pasja? Czy narzekać na los i nawet nie spróbować? Zadaj sobie pytanie. Czy kochasz życie? A teraz zapytaj się, co robisz by być szczęśliwy? Czy realizujesz swoje marzenia?

sobota, 19 lutego 2011

Podręcznik produkcji cyklopów


Pierwszą osobę, która pokaże to opowiadanie mojej teściowej, po prostu uduszę, zamarynuję i zjem. Mówię całkiem poważnie. Więc jeśli ktoś ma myśli samobójcze, ale nie dosyć odwagi by je wcielić w życie, proszę bardzo śmiało. Będzie bolało uprzedzam.
Kochana mamusiu, sora, to taki żart, ale nie z mamy, ale ogólnie ze stereotypów teściowej. Ok, zrobiłem co mogłem, by ocalić skórę, a teraz kilka słów o opowiadaniu.
Ten tekst dedykuję wszystkim pokrzywdzonym przez POCZTĘ POLSKĄ SA. Jeśli choć jedna Twoja paczka zginęła w niewyjaśnionych okolicznościach, list zjadły myszy, a listonosz uparł się omijać Twoje drzwi, to wiedz, że nie cierpisz samotnie. Są nas miliony. I w roku 2013 nadejdzie zemsty naszej czas, bo kończy się monopol, tej nieprzyjaznej nam instytucji na roznoszenie, a raczej na gubienie listów.
Na razie pozostaje Nam składanie skarg, reklamacji, wynajmowanie gołębi oraz przeczytanie mojego opowiadania „Podręcznik produkcji cyklopów”. Jest równie kojące co szum morze o poranku, tak dla prześladowanych przez pocztę, jak i przez instytucje zwaną Teściowa.
Niech żyje wolność. Ale mamusia się nie gniewa, prawda?

Nim przeczytasz całość tekstu, zapoznaj się z poniższym fragmentem.
LINK DO CAŁOŚCI ZNAJDZIESZ NA DOLE STRONY
- Czy wy te listy zjadacie?
Panienka z okienka zrobiła minę, jakbym jej zaproponował seks analny.
- Ale o co panu chodzi?
- Jesteście pocztą, czy rekinem-listojadem? Czwartą paczkę mi w tym kwartale zgubiliście. Prowadzę księgarnię wysyłkową, klienci zaczynają podejrzewać, że ja nie mam tych książek i dlatego nie wysyłam. Owszem, kiedyś tak robiłem, ale kupujący podnieśli larum, ze firma oszust, sądami straszyli. Ech ciężkie jest życie biznesmena - ostatnie zdanie wypowiedziałem ze wzrokiem wbitym w sufit. Zaraz się jednak ocknąłem i warknąłem. - Gdzie jest moja paczka?
Dziewczyna, aż podskoczyła z wrażenia.
- Wysłał pan poleconym? - zapytała Ewa Dębska, jak wyczytałem z identyfikatora.
- A jakim? Gołębiowym?! Czternaście listów mi w ubiegłym roku zgubiliście, macie mnie za idiotę? Może od razu będę te paczki do kosza wyrzucał? Taniej wyjdzie.
- Kiedy nadał pan tę paczkę?
Wręczyłem dziewoi potwierdzenie nadania. Oglądała je w skupieniu, obracała w palcach, miałem wrażenie, że zaraz powącha lub wręcz poliże. W końcu orzekła metalicznym, przesłodzonym tonem:
- Proszę przyjść jutro, bo dziś mija dopiero trzynasty dzień od nadania i nie mogę przyjąć reklamacji.
Poczerwieniałem, oparłem się dłońmi na pulpicie, jakbym szykował się do rozbicia z główki, cienkiej tafli szkła, która dzieliła mnie i tę twardogłową idiotkę. Chyba spostrzegła ten błysk szaleństwa w moich oczach, a może parę buchająca z uszu i nosa, gdyż delikatnie odchyliła się do tyłu.



By przeczytać całkowicie bezpłatnie to opowiadanie, kliknij w obrazek po lewej. Gdy zapragniesz poczytać inne moje teksty przejdź do działu Poczytaj sobie
Miłej lektury



poniedziałek, 14 lutego 2011

Morderczy klimat

Gdy macie naprawdę podły nastrój, wszystko jest możliwe. Czasem każdy człowiek ma ochotę zabić. Znacie to uczucie? To w takim razie opowiadanie Morderczy Klimat jest dla Was wprost idealne.

Cześć tej opowieści wydarzyła się naprawdę. No może nikt nie zginał, ani nic z tych rzeczy, ale niektóre sytuacje których byłem świadkiem, gdyby ich w porę nie opanować, mogły by przybrać, bardzo podobny przebieg. Wszystkie osoby występujące w tekście, cóż, nie do końca są zmyślone, ale każda z nich jest raczej zlepkiem kilku realnych person zdeformowanym w krzywym zwierciadle mego umysłu, niż kimś konkretnym. Ja też jestem gdzieś tam uwięziony na jego stronach, trochę we mnie Majki, nieco Drukmala. Winny, jak my wszyscy.
Niekiedy wystarczy iskra, a sypią się… trupy. Pamiętajmy o tym.

Nim pobierzesz całość tekstu, zapoznaj się z poniższym fragmentem.
LINK DO POBRANIA CAŁOŚCI ZNAJDUJE SIĘ NA DOLE STRONY


(...) Majewski, nazywany Majka, był negatywem Drukmala w każdym calu. Uważał, że: „Rozmowa z petentem jest jak korrida. Torreador pokazuje czerwoną płachtę, a zwierz taranuje”. Majka uwielbiał wcielać się w byka. Gwiazda urzędu i… pupil szefowej, właśnie znęcał się nad zadbaną kobietą po sześćdziesiątce. To była jego ulubiona zabawa.
– Po cóż pani w tym wieku umiejętność gry na pianinie?
Majka zajmował się finansowaniem dokształcania emerytów i rencistów w ramach projektu: „Chcę wiedzieć jeszcze więcej”.
– Jakim wieku?! Czy pan się nie zapomina? – nastroszyła się kobieta.
– Tu jest napisane – pochylił się teatralnie nad dokumentami, udając, że musi odszukać rubrykę z datą urodzenia – że ma pani 67 lat.
– Z kobietami nie rozmawia się o takich sprawach.
– Chyba że planują karierę artystyczną na jesieni życia i to nie za swoje pieniądze… – Skrzywił twarz w uśmiechu i załopotał rzęsami. Wyglądał jak klaun, który właśnie przywalił komuś tortem.
– Cham z pana.
Klientka usiłowała odegrać tak zwane arystokratyczne oburzenie, przykładając w teatralnym geście dłoń do skroni.
– Jasne, a do tego prostak, ale wróćmy do pani wniosku. Czy ma pani słuch?
– Przecież rozmawiamy…
– Mówię o słuchu muzycznym. Uważam, że powinna pani dołączyć zaświadczenie od specjalisty, z którego by wynikało, że nie cierpi pani na starcze przytępienia słuchu. Podniosłem głowę znad papierzysków, by nie przegapić tak epokowego zdarzenia jak spoliczkowanie Dariusza przez petentkę. Niestety, nadzieje okazały się płonne. Starsza pani, zamiast walnąć gnoja z plaskacza, złapała się za pierś i jęknęła:
– Moje serce…
– A może kurs aktorski, bo widzę, że ma pani talent?
– Dariusz! – zasyczał Drukmal, robiąc zniesmaczoną minę. Majka zawahał się i zastopował ofensywę.
– Może wody podać szanownej pani, albo zadzwonić po pogotowie?
– Woda wystarczy. Zanim jednak Majka zwlókł się z krzesła, Drukmal, z gracją małego niedźwiadka, podskoczył do dystrybutora z minerałką.
– Pani Mario, proszę – powiedział, wręczając jej plastikowe naczynie. Upiła łyk i odstawiła kubek na biurko.
– Śmiało – zachęcał Majka – wody mamy dużo.
– Dostanę pieniądze czy nie?
– Więc chce Pani grać na pianinie? – zapytał Majka lekko ironicznym tonem. - A może na początek coś łatwiejszego? Flet, cymbałki… (…)


By przeczytać całkowicie bezpłatnie to opowiadanie, kliknij w obrazek po lewej. Gdy zapragniesz poczytać inne moje teksty przejdź do działu Poczytaj sobie
Miłej lektury

niedziela, 13 lutego 2011

Proszę mówić do kota - opowiadanie


Wściekłość wylewała mi się uszami. Ulubione spodnie, które oszczędzałem wyłącznie na specjalne okazje, nabierały wody niczym Titanic, który przed momentem wpadł na górę lodową. Kałuża wydawała się płytka, a na dodatek na jej środku wystawał fragment cegły, na którym mogłem zrobić sobie przystanek, podczas przeprawy przez ten - jak mawiają wojskowi - zbiornik wodny pozbawiony znaczenia strategicznego.
Rzeczywistość okazała się diametralnie inna. Ledwo postawiłem stopę na czerwonym kamieniu, złośnik zakręcił piruet i wyskoczył spod niej, niczym płochliwa dzierlatka na widok myszy. Jak bardzo się myliłem w ocenie topograficznej, zrozumiałem dopiero, gdy moja noga zagłębiła się w odmętach deszczówki niemal do połowy łydki.
- Kurwa mać! – wrzasnąłem, z trudem broniąc się przed wyłożeniem jak długi.
Rozległo się przeraźliwe miaukniecie. To kot przycupnięty pod śmietnikiem przestraszył się mojego wrzasku i aż podskoczył z wrażenia. Ubłocenie spodni może się przydarzyć każdemu, co innego kąpiel w kałuży. Nie mógłbym przecież pójść na randkę, wyglądając niczym ociekający wodą lump z Dworca Centralnego. Po pierwsze nie wpuściliby mnie do restauracji, a po drugie Dorota mogłaby podejrzewać, że uprawiałem zapasy błotne i to być może z jakimiś panienkami.
- Cholera jasna – wysapałem. Musiałem postawić w wodzie druga nogę i dopiero po trzecim kroku stanąłem na suchym lądzie.
- Miaaaaaau – kot znów wrzasnął przeraźliwie.
- Zamknij się futrzaku – rzuciłem do strachliwego zwierzaka, przyglądając się nogawkom spodni z zaznaczonym wyraźnie poziomem kałuży.



By przeczytać całkowicie bezpłatnie całe opowiadanie kliknij w obrazek po lewej. Gdy zapragniesz poczytać inne moje teksty przejdź do działu Poczytaj sobie
Miłej lektury

piątek, 4 lutego 2011

Marzenia się nie spełniają...

Kochani mam dla Was wspaniałą wiadomość. Marzenia się nie spełniają, lecz to my je realizujemy. Ich los zależy nie od kaprysu Szatana, Boga, demonów, aniołów, wróżek, lecz od nas samych. Czyż to nie cudowne? Wystarczy kochać nasze sny, by stawały się ciałem. Chcieć to móc. Nie ma żądnej tablicy w niebie, czy w piekle na której jest zapisane że to i to nam się powiedzie, a tamto i tamto nigdy się nie uda. Jesteśmy wolni.