niedziela, 2 września 2012

Czy istnieje życie poza internetem?



Gdy miałem te naście lat, to po szkole zwykle leciałem do księgarni. Nim matka wróciła z pracy zdążyłem przeważnie pochłonąć nową książkę. Czasem siadałem też w fotelu i słuchałem muzyki. Ot tak dla samej przyjemności. Dziwne, prawda? 

Może nie miałem tysięcy znajomych, ale kilka razy w tygodniu albo ja odwiedzałem kogoś, albo zapraszałem przyjaciół do siebie. Odwiedzacie się w domach, czy może tylko swoje profile na Facebooku?

My graliśmy w gry planszowe, karty,  potem w gry komputerowe (na zmianę, albo na jednym ekranie), rozmawiali o szkole, o dziewczynach, sporcie, samochodach, o dziewczynach. I uwierzcie, nie był nam do tego potrzebny ani Internet, ani tym bardziej Facebook. Pamiętam tych wszystkich kumpli, do dziś.  Jakiej muzyki słuchali, w kim się kochali, o czym marzyli.

Nie wiem jak was, ale mnie Internet bardzo rozczarował. Okazał się kolejną wydmuszką. Popatrzcie. Przemysł fabryczny miał dąć człowiekowi wolność od trudu męczącej pracy, i uczynić jego życie lepszym. I co sie stało? Fabryki zdehumanizowały ludzi, uczyniły trybikami w ogromnej machinie. Każdy element maszyn można w każdym momencie wyrzucić do kosza i wstawić w jego miejsce nowy. 

niedziela, 29 kwietnia 2012

Iron Sky, faszyzm SF, czyżby?

Poszedłem do kina i obejrzałem, coś innego niż się spodziewałem, ale i coś podobnego do... no właśnie. Ale po kolei.

Idąc na Iron Storm liczyłem na beztroską rozrywkę w stylu „Marsjanie Atakują”, czyli że najpierw faszysci z księżyca porobią nieco wesołej rozpierduchy na ziemi, bawiąc się jak dzieci w rozwalanie np Statuy Wolności (jest scena) czy rozbicie napisu Hollywood (nie ma), a potem że dostaną w tyłek i Hitler kaput. Niby dostałem coś podobnego, ale do pełni zadowolenia zabrakło kilku detali.


poniedziałek, 13 lutego 2012

Bo kobiety są gorące - opowieść walentynkowa

Temperatura 40 stopni, sylwester 1995. Nie, nie, kochani, spędzałem go w Polsce, a nie na Bahama.  To dziewczyna była tak gorąca, a konkretnie zagrypiona. Ale po kolei.

Tamtego roku, szliśmy paczką na „domówkę” do moich znajomych, którzy mieli willę na obrzeżach miasta. Kolega ze szkoły upierał się byśmy wpadli po jego kuzynkę i jej „psiapsiułę”.  Tak też zrobiliśmy, choć ja nie byłem zadowolony. No wiecie, panienka co sobie nie umie skombinować sylwestra, tylko ją kuzyn wyciąga, to nie brzmi zachęcająco.
W progu przywitała nas kaszląca czarnula, przypominająca z urody cygankę. Podała mi dłoń, bardzo gorącą i suchą.

wtorek, 7 lutego 2012

Dwadzieścia trzy lekcje oddychania

 Miłość jest najpotężniejszą siłą życiową. Znacie ją? Mamy nadzieję, że tak.
 Wiecie, jak to jest - kiwnie palcem, a my wyjemy do księżyca. Mrugnie okiem, a jesteśmy gotowi iść na wojnę z całym światem. A próbowaliście kiedyś stawić opór miłosnej wichurze, która budzi motyle w brzuchu? Początkowo człowiek myśli, że da radę, ale potem coś zaczyna boleć w piersiach i gdy w końcu się podda, z ulgą łapie kolejne hausty tlenu. Bo walczyć z miłością, to jakby postanowić, że przestaje się oddychać. Nikt nie daje rady! Brak miłości boli, ale wiemy, że miłość bywa też przyczyną cierpienia. Cóż więc począć?

piątek, 6 stycznia 2012

Marcin Szerenos - Po"d"stęp

Są książki, które przemykają miedzy palcami, by pozostać zapomniane nim jeszcze zostaną przeczytane do końca. Są też takie których nie rozumie się nigdy, a sam autor nie ma czasem zielonego pojęcia „co miał na myśli”. Te pierwsze to typowo rozrywkowa papka, na którą w sumie to szkoda nawet pieniędzy wydawać, bo po przeczytaniu lecą od razu na allegro. Te drugie też lecą lądują na allegro, gdy wnerwiony czytelnik poczuje się nabity przez autora w butelkę, albo zwyczajnie za głupi by pojąc o co mu chodziło.

Na szczęście są też książki z szarej strefy pomiędzy, które dają się czytać bez zasypiania, torsji, czy też myśli samobójczych. Książka Marcina Szernosa „Podstęp”, należy właśnie do tej kategorii, książek które nie są ani za głupie, ani zbyt przemądrzałe. Ale czy w sam raz? Przekonajmy się.

piątek, 18 listopada 2011

Szczęśliwy sen kata

A gdybyś był człowiekiem złym i wiedział o tym? Do czego byś się posunął, by znów żyć normalnie? Czy miłość może odmienić los, odkupić winy, zmazać krew z rąk, zapewnić spokojny sen? 

Ukończyłem wczoraj moje najnowsze opowiadanie. Jest w nim sex, zdrada, kłamstwo, ból. Jest to mój ostatni tekst literacki przed powieścią, która chodzi mi po głowie od pół roku. To opowiadanie poczytacie już niebawem na blogu, oraz na stronach wydawnictwa RW2010.

Potem zniknę na 2 miesiące (od czasu do czasu podzielę się wrażeniami), by napisać powieść.


środa, 19 października 2011

Najlepsze Zuzanny są na placu Pigalle - Fragment 1


Dlaczego Bóg mnie tak nienawidzi, pomyślał mężczyzna, patrząc w czarny otwór tłumika nakręconego na lufę glocka. Kobieca dłoń, która trzymała broń, nie tak dawno mierzwiła włosy mężczyzny, a usta wyszeptywały miłosne zaklęcia do jego ucha.
- Czymś cię obraziłem? - zapytał ze szczerym zainteresowaniem.
- Głupim ryłem - odparła, pociągając za język spustu.